2008/04/23

Zdziwienie Zagłębia

Pan
Andrzej Kraśnicki
Prezes Zarządu
Związku Piłki Ręcznej w Polsce

Szanowny Panie Prezesie,

My, zawodnicy Interferie „Zagłębie” Lubin pragniemy wyrazić zdziwienie oraz niesmak po przeczytaniu otwartego listu zawodników Vive Kielce po meczu z dnia 16 kwietnia 2008 r. w którym obwiniają sędziów za swoją porażkę. Zdajemy sobie sprawę z goryczy, jaką zawodnicy kieleckiego zespołu musieli przełknąć, co jak widać przychodzi im z wielkim trudem. Mecze wygrywa się jednak na parkiecie, a nie tylko chęciami, których z pewnością im nie zabrakło. Tym razem jednak nie starczyło umiejętności, a żal oraz bezradność tych sportowców były powodem wystosowania listu do Pana Prezesa. Niestety tak już jest, gdy ktoś nie potrafi pokazać swojej wyższości podczas meczu, próbuje szukać usprawiedliwienia gdzie indziej. Chcielibyśmy jednak zaznaczyć, iż to my przez cały sezon byliśmy drużyną lepszą, prezentującą równy poziom. To my rundę zasadniczą skończyliśmy na pierwszym miejscu, w przeciwieństwie do naszych przeciwników, stale zajmujących miejsce w środku tabeli.
Doskonale pamiętamy przegrane z AZS AWFiS Gdańsk czy Techtransem Elbląg, czy to przypadek? W tegorocznej edycji rozgrywek play – off dwukrotnie pokazaliśmy, że jesteśmy lepszym zespołem wygrywając 2:0, czy to kolejny przypadek??
Chcielibyśmy zaznaczyć, iż na swoje zasłużone miejsce w finale pracowaliśmy bardzo ciężko. W sezonie 2007/2008 występowaliśmy również w Lidze Mistrzów. Częste mecze oraz dalekie wyjazdy nie przeszkodziły nam w zajmowaniu czołowego miejsca w ekstraklasie. Zdarzały nam się porażki, ale czy kiedykolwiek winą obarczaliśmy sędziów? Otóż nie! Porażki były dla nas kolejną motywacją do doskonalenia swoich umiejętności i wytężonego treningu. Podejście to, jak widzimy dało efekty i to my po raz kolejny wystąpimy w finale Mistrzostw Polski.
Takiej postawy życzymy również naszym kolegom z Kielc. Nie szukajcie wytłumaczenia w pracy sędziów. Niech ta porażka podziała na Was mobilizująco,co z pewnością przyniesie większe efekty, niż ciągłe narzekanie, czy też obarczanie innych osób za swe niepowodzenia. Po przegranych meczach bądźcie sportowcami i umiejcie wziąć winę na swoje barki a nie przypominajcie całej Polsce przysłowia o baletnicy, której ...
Ze swojej strony, w ramach pocieszenia, zobowiązujemy się w tym sezonie obronić tytuł Mistrza, aby porażka ta była mniej bolesną, poniesioną z najlepszą drużyną w Polsce.
Z poważaniem,
Zawodnicy Interferie Zagłębie Lubin

2008/04/19

Sędziowie - kielecka obsesja

Sędziowie, sędziowie sędziowie, sędziowie – to sprawcy wszystkich niepowodzeń piłkarzy ręcznych Vive w ostatnich latach.

Kiedyś mnie to denerwowało, potem śmieszyło, teraz wzbudza zażenowanie: zawodnik Vive (35 lat): - Gratuluję rywalom, ale sędziowie... Zawodnik Vive (30 lat): - Co powiem o meczu? Otóż sędziowie... – te słowa można ciągle usłyszeć jak mantrę. Niestety, ta śpiewka kieleckich zawodników (przynajmniej kilku), którzy w ostatnich latach przegrali niemal wszystko co było do przegrania i to bez względu na jakość sędziowania, pobrzmiewa od lat, podchwytywana przez kibiców, ale niestety również prowokowana przez niektórych działaczy klubu. Nieważne, że zespół oddał w meczu 40 nieskutecznych rzutów, nieważne, że zmarnował ileś tam 100-procentowych sytuacji, nieważne, że popełniał błędy techniczne, nieważne, że rywal był lepiej taktycznie i mentalnie przygotowany do meczu, że jego trener był cwańszy. Ważne, że sędziowie popełnili przeciwko nam 3 błędy. Żeby było jasne – nie mówię tylko o środowym meczu. I dodam, że widziałem kilkadziesiąt meczów, w których nasi zawodnicy zostali skrzywdzeni przez arbitrów o wiele bardziej, niź w środę.

Kielecka nagonka na sędziów, która przechodzi teraz przez wszystkie strony internetowe związane z piłką ręczną w formie wręcz histerycznej i chorobliwej (każdy, kto ośmieli się mieć inne zdanie i wskazuje na słabą grę zespołu jako główną przyczynę porażek, jest linczowany tak, jak nieomal zlinczowano w środę sędziów), a do której ja nie mam najmniejszego zamiaru się przyłączać, jeszcze zostaje podsycona listem, który zawodnicy Vive wysłali do prezesa Związku Piłki Ręcznej w Polsce, Andrzeja Kraśnickiego. Czytamy w nim, że drużyna czuje się oszukana. Rozmawiałem o tym meczu z kilkunastoma osobami, niewątpliwie znającymi się na piłce ręcznej i to nie tylko obiektywnymi, spoza Vive i Zagłębia, ale również z Kielc. Wszyscy, podkreślam WSZYSCY stwierdzili - błędy sędziów były, ale nie były one celowe, nikt nie został oszukany; i nie był to, jak piszą zawodnicy Vive, mecz równorzędnych zespołów - goście byli LEPSI.

Panowie zawodnicy, czy sędziowie nie pozwolili wam wygrać pierwszego meczu w Lubinie? Czy to sędziowie sprawili, że przez całą rundę zasadniczą pałętaliście się w środku tabeli? Czy to sędziowie są winni, że przegraliście dziewięcioma bramkami z broniącym się teraz przed spadkiem AZS AWFiS Gdańsk, że przegraliście u siebie z Techtransem Elbląg, który spada z ligi, że przegraliście dwudziestoma bramkami z Chambery? Itd... itp... W wielu punktach macie całkowitą rację. Ale czy napisalibyście pełne troski o jakość sędziowania pismo do prezesa związku, gdybyście awansowali do finału?

To jeden z tych momentów, kiedy absolutnie nie zgadzam się z prezesem Vive Bertusem Servaasem. Cenię jego szczerość, ale czasem mądrzej jest zacisnąć zęby i nic nie mówić. Uważam, że szukając usprawiedliwienia dla słabej gry a przede wszystkim braku wyników zespołu i obarczając winą sędziów, robi krzywdę zawodnikom. Tym młodym, jeszcze niezepsutym, którzy nie uczą się odpowiedzialności za to, co robią na boisku, bo cały czas ich błędy są usprawiedliwiane bardziej lub mniej wyimaginowaną stronniczością sędziów. A ci się mylą, bo tak jak zawodnicy, są tylko ludźmi. Skoro mamy słabą ligę i niewyszkolonych piłkarzy, to mamy również nieudolnych sędziów (nie wszystkich oczywiście).
Jako jeden z nielicznych klasę potrafił zachować trener Vive Aleksander Malinowski, który na konferencji prasowej nie szukał usprawiedliwienia w błędach sędziów, a w kiepskiej jakości gry swoich zawodników. A odpadnięcie z walki o finał było jego zdaniem przegraniem „wygranego” pierwszego meczu w Lubinie. Nic dodać, nic ująć.

Nie mówię, że panowie Stankiewicz i Kałużny z Opola sędziowali dobrze. Po prostu nie wytrzymali presji, nie udźwignęli ciężaru tego meczu, w kilku momentach podjęli złe decyzje, a akurat wypadło tak, że o dwa czy trzy razy więcej skrzywdzili gospodarzy. Bo o celową stronniczość ich nie posądzam.

Mamy pretensje, że do Kielc przysyłani są słabi sędziowie. Sprawdziłem – najlepsza polska para (na koncie finał olimpijski i nominacja do Pekinu) Marek Góralczyk/Mirosław Baum w ostatnich trzech sezonach sędziowała w Kielcach tylko raz – ponad dwa i pół roku temu, w wygranym przez Vive meczu z Wisłą Płock. Po tym spotkaniu prezes Servaas wysłał do związku pismo w którym napisał, że nie życzy sobie, aby ta para jeszcze kiedyś sędziowała w Kielcach. Więc mamy to, czego chcieliśmy. A może inni, dobrzy sędziowie unikają Kielc, bo nikt nie chce w trakcie i po meczu wysłuchiwać obraźliwych „wiązanek” ze strony nie tylko kibiców, ale i działaczy? Nikt nie chce ryzykować, że po meczu zostanie opluty i kopnięty (tak jak w środę sędziowie z Opola), a następnym razem ktoś wybije mu zęby i podpali samochód. A błędy w sędziowaniu piłki ręcznej były, są i będą. Nawet w meczach na mistrzostwach świata i Europy.

Kilka lat temu w Kielcach Vive grało z Wisłą Płock. W końcówce meczu, przy wyniku „na styku”, sędziowie podjęli kilka, delikatnie mówiąc, kontrowersyjnych decyzji. Kielczanie wygrali mecz. Tuż po jego zakończeniu podszedłem do prowadzącego wówczas płocczan Krzysztofa Kisiela. Poproszony o komentarz powiedział: - Porozmawiam za minutę. Kiedy ochłonął, powiedział: - Gdybym rozmawiał z panem przed chwilą, powiedziałbym wyłącznie o sędziach. A to nie oni byli sprawcami naszej przegranej, winna jest słaba gra moich graczy. A gdybym winę zwalił na sędziów, byłoby to niewychowawcze wobec młodych zawodników, którzy muszą się nauczyć grać i wygrywać również w sytuacjach, gdy sędziowie im przeszkadzają – zakończył Kisiel.
Od tego czasu Wisła zdobyła trzy tytuły mistrza Polski i ma szansę na czwarty. Vive żadnego. Wnioski proszę sobie wyciągnąć samemu.

Chętnie poznam opinie czytających bloga, bardzo proszę o wpisywanie komentarzy.

A żeby nie było już tak strasznie poważnie, to na koniec pokaz prawdziwego antysędziowania.

2008/04/14

Te przeklęte dogrywki...

Na mecze piłki ręcznej chodzę blisko 30 lat, ale jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym wychodził z hali o 22.30 (chyba, że był bankiet albo świętowanie mistrzostwa). A tak było w sobotę w Lubinie, gdzie w pierwszym meczu półfinału play off Interferie Zagłębie pokonało Vive Kielce po dwóch dogrywkach 43:39. Mecz trwał blisko dwie i pół godziny.

Było wszystko: piękne akcje i szkolne błędy, wspaniałe serie, a za moment głębokie kryzysy, świetny doping z obu stron (do Lubina dotarło kilkudziesięciu kibiców z Kielc, prezes klubu Bertus Servaas przyjechał mimo kontuzji kolana), szaleńcza radość Vive po golu Tomka Rosińskiego, a kilkadziesiąt sekund póniej konsternacja, gdy sędziowie (słusznie) zmienili decyzję i bramki nie uznali. Szkoda, że widowisko, które śmiało można by pokazać rozpieszczonym handballem na najwyższym poziomie kibicom w Niemczech czy Hiszpanii, oglądaliśmy w maleńkiej, szkolnej sali, gdzie kibice siedzą tuż przy bocznej linii, a w kolejce do kibelka stoi się 15 minut, bo są tylko dwa.
- To na pewno była świetna promocja piłki ręcznej. W zeszłym roku oglądałem z trybun finałowy mecz Zagłębie – Wisła Płock, kiedy były dwie dogrywki i nawet karne. Dzisiejsze widowisko było porównywalne – mówił zawodnik gospodarzy, Robert Kieliba.

Może mam sklerozę, ale nie przypominam sobie meczu z dogrywką czy dwoma, wygranego przez kielecką drużynę. Coś w tym jest, że z tej wielkiej próby nerwów i wytrzymałości fizycznej nasi zawodnicy zawsze wychodzą ze spuszczonymi głowami. Zawsze ostatnie akcje zespołu z Kielc są mniej dokładne, rzuty mniej precyzyjne, a co chyba najgorsze - trener rywala sprytniejszy.
Wszyscy, ja też, byli pod wrażeniem gry kielczan w ostatnich fragmentach normalnego czasu gry. Na nieco ponad półtorej minuty przed końcem przegrywali dwoma bramkami, a potrafili wyrównać. Ba, niewiele zabrakło, żeby gol Rosińskiego przyniósł pierwsze od czterech lat zwycięstwo w Lubinie. Zabrakło szczęścia, czy może ułamka sekundy, aby piłka wpadła do bramki na czas.
Można było wygrać w pierwszej dogrywce, była do tego okazja, niewykorzystana zemściła się w drugim „extra time”. – Przepraszam, ale jestem tak zdenerwowany, że nie mogę rozmawiać – mówił tuż po meczu Rosiński. I ja mu się nie dziwię. – Przegraliśmy wygrany mecz! – komentowali przed halą przybysze z Kielc.

Jedna rzecz mnie cieszy. Vive z sobotniego meczu, z ćwierćfinałowych spotkań z FocusParkiem, to już zupełnie inna drużyna niż ta, która jeszcze niedawno przegrywała dziewięcioma bramkami w Gdańsku, dwudziestoma w Chambery, zostawiała punkty gdzie się dało. Ten zespół krzepnie z meczu na mecz, niemal z akcji na akcję. Wiele jeszcze brakuje, żeby takie mecze jak w sobotę wygrywać cwaniactwem, ale widać postępującą dojrzałość. Mam nadzieję, że wystarczy jej, aby w środę wygrać z Zagłębiem w Kielcach, a potem w niedzielę w Lubinie.


Na zegarze 60:00, cieszy się drużyna, cieszymy się my, ale cieszymy się za wcześnie... (Fot. P. Papaj)

A tutaj coś na poprawienie humorów. W końcu mamy wiosnę...

2008/04/12

Jedziemy do Lubina

Pogoda psia, do przejechania prawie 400 kilometrów w jedną stronę, ale co tam - jedziemy na mecz Vive do Lubina. Mam przeczucie, że dzisiaj powalczymy. Wprawdzie w Lubinie nie wygraliśmy od 4 lat, a w ogóle z Zagłębiem nie wygraliśmy od września 2005 roku (to było jeszcze w starej hali!), ale każda seria kiedyś się kończy lub jak pisał Edward Stachura "wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija".

Zapraszam na relację live do portalu www.echodnia.eu/vive. Startujemy o 19.45.

Do zespołu, po dwóch miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją, wraca Patryk Kuchczyński, który podobno aż rwie się do gry.
Fot. S. Stachura "Echo Dnia"

2008/04/11

Sinusoida Vive

Jak ten czas leci... Za miesiąc minie 5 lat od ostatniego tytułu mistrza Polski piłkarzy ręcznych kieleckiego Vive. W pierwszym roku, w którym firma Vive Textile Recycling Bertusa Servaasa przejęła klub, odniósł on największy sukces w swojej historii – zdobył pierwszy dublet, czyli mistrzostwo i Puchar Polski.
Od tego czasu było co rok gorzej, ale od pewnego czasu zaczyna być lepiej, jeśli chodzi o pozycje, na której Vive kończy sezon. I na tej statystyce, a właściwie na sinusoidzie, która od zeszłego roku zaczyna się wznosić, kibice mogą opierać swój optymizm przed półfinałowymi meczami z Zagłębiem Lubin. Bo wynika z niej, że za miesiąc kielczanie zostaną wicemistrzami Polski (dość prawdopodobny scenariusz – wygrana w półfinale z Zagłębiem i porażka w finale z – będę strzelał – Wisłą Płock), a za rok będą świętować mistrzostwo.

1. sezon Vive – 1. miejsce
2. sezon Vive – 2. miejsce
3. sezon Vive – 3. miejsce
4. sezon Vive – 4. miejsce
5. sezon Vive – 3. miejsce
6. sezon Vive - 2. miejsce ???
7. sezon Vive - 1. miejsce ???

A tutaj galeria zdjęć z pamiętnego ostatniego meczu sezonu 2002/03. Autorem zdjęć jest Dawid Łukasik z "Echa Dnia"



Przed meczem kibice poszli do katedry...


Nie dla wszystkich wystarczyło miejsc w hali. Część kibiców oglądała mecz na telebimie


Niektórym nie wystarczyła wizyta w katedrze...


kibice...


kibice...


A to moje ulubione zdjęcie - Radek Wasiak i kibice


Tak cieszyli się prezesi


a tak Paweł Sieczka


Piotrek Grabarczyk i Karol Bielecki zachowali powagę...


...a Rafał Bernacki i Bertus Servaas wręcz przeciwnie



Ku pokrzepieniu serc również filmik, który kilka lat temu zmontował
Paweł Papaj

2008/04/08

Harlem Globetrotters piłki ręcznej

Kilka lat temu w lidze norweskiej zawodnicy Drammen rozegrali nieprawdopodobną akcję. My uważamy za widowiskową tzw. wrzutkę, polegającą na tym, że jeden zawodnik "zawiesza" piłkę nad polem sześciu metrów, drugi łapie ją w powietrzu i wrzuca do bramki. A Wikingowie rozbudowali to do pięciu podań! Wyglądało to, jak akcja słynnego koszykarskiego Harlem Globetrotters przeniesiona na boisko do piłki ręcznej. Rywale z Urædd mogli się tylko przyglądać. I choć, przypominając "Misia" Barei, więcej w tym robienia tata-wariata niż gry, to mnie się podoba... Bo jak byłem młody, też byłem Norwegiem...



A tak to robią kolesie z Harlemu



A to wrzutka w wykonaniu Bartka Konitza i Mateusza Jachlewskiego z Vive. Na razie pojedyncza, ale na treningach próbują juz poczwórnej

To się da oglądać!

Jako że zajmuję się poniekąd pisaniem o piłce ręcznej, na początek kilka słów o niedzielnym meczu szczypiornistów (uwielbiam to słowo) Vive Kielce z FocusParkiem Kiperem Piotrków Trybunalski. Dla niezorientowanych - kielczanie wygrali 33:30 i awansowali do półfinału play off.

Pojedynek, czwarty pomiędzy tymi zespołami w ostatnim czasie, udowodnił (tak jak i poprzednie), że polska piłka ręczna w klubowym, męskim wydaniu może być produktem atrakcyjnym, również dla telewizji. Czego potrzeba? (oprócz telewizji z jakimś ludzkim zasięgiem, bo TVP Sport, nazywana TV Yeti - wszyscy o niej słyszeli, ale nikt nie widział, takowego nie ma). Dwóch drużyn grających na podobnym poziomie, odpowiedniej oprawy, 2500 kibiców ( w tym dużej grupy przyjezdnych), sporo adrenaliny wywołanej stawką. I ...ogląda się! Może nie były to pojedynki na miarę meczów THW Kiel z Barceloną, błędów sporo, ale jak na nasze krajowe podwórko - całkiem, całkiem... Wniosek? W naszej ekstraklasie mogą się trafić rodzynki nie tylko w konfrontacjach pomiędzy Płockiem, Kielcami i Lubinem.

Przy okazji wyrażę szczery podziw dla ekipy z Piotrkowa i jej trenera Krzysztofa Kisiela. Dla zawodników za niesamowitą wolę walki i wiarę w pokonanie mocniejszego rywala, dla trenera za wykorzystanie potencjału zespołu. Nie sztuką jest grać manianę, kiedy ma się w drużynie gwiazdy. Kisiel ich nie ma, a wyciska z tego, co ma, 120 procent. Gdyby Vive tak wykorzystywało swój potencjał, grałoby co roku w Lidze Mistrzów.

W tym sezonie Piotrków zostanie bez medalu, ale za rok, jeśli znajdzie zawodników, którzy wspomogą Sebastiana Różańskiego i Dmytro Zinczuka - dla mnie czołowa czwórka pewna. A Różański, kiedyś zawodnik AZS AWF Biała Podlaska, a potem Chrobrego Głogów, wymaga szybkiego sprawdzenia w kadrze, bo w ostatnim czasie rozwinął się niesamowicie.

Bez medalu będzie także dotąd "czarny koń" rozgrywek, Azoty Puławy. Ekipa najlepszego strzelca rundy zasadniczej, Roberta Nowakowskiego (za miesiąc "Kosa" skończy 41 lat!) wypsztykała się w 22 meczach sezonu zasadniczego i w play off gładko przegrała z MMTS Kwidzyn 0:2. Swoją drogą kieleccy kibice pamietają na pewno sytuację, kiedy Giennadij Kamielin, obecny trener Azotów, w 1997 roku, pracując w Kielcach przeszedł jak burza, bez porażki rundę zasadniczą i ... skończył sezon z tylko brązowym medalem w ręku.

A obecność zespołu z Kwidzyna w grupie potencjalnych medalistów to zjawisko z pogranicza fantastyki. I bardzo fajna niespodzianka! MMTS zostaje w ten sposób spadkobiercą tradycji sensacji ostatnich sezonów - w zeszłym do czołowej czwórki przebiła się Olimpia Piekary Śląskie, dwa lata temu wicemistrzem Polski został Chrobry Głogów.

Od soboty półfinały, a w nich wszystko zdarzyć się może. Nawet to, że Vive wygra z Zagłębiem Lubin, co nie nie miało miejsca od września 2005 roku...